atarionline.pl Przykłady kradzieży w czasopismach - Forum Atarum

    Jeśli chcesz wziąć udział w dyskusjach na forum - zaloguj się. Jeżeli nie masz loginu - poproś o członkostwo.

    • :
    • :

    Vanilla 1.1.4 jest produktem Lussumo. Więcej informacji: Dokumentacja, Forum.

      • 1:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime13 Dec 2024 22:42
       
      @TheFender - nie traktuj tego osobiście, bo widzę, że zacząłeś. Jeżeli definicja kopii Ci nie pasuje, jeśli przykład ordynarnego kopiowania dzieła innego artysty Ci nie pasuje, to nie ma problemu, spokojnie.

      Odnośnie różnic, które widzisz. Trochę szkoda mi czasu na analizy, bo to oczywiste, co tu widać, ale skoro więcej osób nie zauważa to może warto. To jest w miarę dokładna kopia oryginału, co widać w szczegółach i w całym układzie. Różnice biorą się z prostego faktu, o czym pisałem już w pierwszym poście na ten temat, że oryginał został pokolorowany, a najpierw dokonana jakaś odbitka (techniki są różne, podawałem link do hardcorowych, ale używanych w tamtej epoce).

      Spróbuj wyobrazić sobie czarno-białą kolorowankę. Zacznij ją sobie malować np. kredkami. Co możesz zrobić, co możesz zmienić w takiej kolorowance? Zamazać niektóre obszary kolorem, dodać tam, gdzie nic nie ma.

      Czego nie możesz? Nie możesz zmienić układu kolorowanki na stronie, proporcji. Nie możesz odjąć linii. I nie możesz obrazka zrobić jaśniejszego, możesz go zrobić tylko ciemniejszy (bo trzeba zamalować).

      I to wszystko właśnie jest tu doskonale widoczne. Układ został zachowany, proporcje te same, obraz ciemniejszy, pozycje wszystkich elementów te same. Zmienione są tylko obszary nieistotne, o jednolitym kolorze bez linii (jak przytoczone przez Ciebie morze na górze), bo tam można było dowolnie to zamalować.

      Zadaj sobie pytanie, gdyby to było faktycznie ręczne odrysowanie, czy trzeba by się było wtedy trzymać rysowania tych zbędnych postaci, pergaminów, etc - skoro i tak nic na nich nie ma? Nie, ponieważ ręcznie rysując, mógłbyś je po prostu pominąć albo zrobić własne wersje. Ale gdy masz kopię, z wyrażnymi krawędziami, obszarami pod spodem (a to wynika ze zrobienia odbitki) to musisz je zostawić jak są i co najwyżej zamalować/nadmalować na nich coś. I to też tu jest.

      Jeden przykład poniżej (jakość skanów trochę jeszcze to fałszuje, ale generalnie widać). Co broniło ułożyć przedmioty inaczej, skoro napisów do nich i tak nie ma? Dlaczego jest wstęga na dole, skoro w ogóle jest pusta i można by ją pominąć, ręcznie rysując? Broniło to, co było narysowane pod spodem :)

      Dlaczego obrazy po nałożeniu idealnie pasują? Odrysowując całkowicie ręcznie nigdy idealnie nie trafisz w proporcje. Ale gdy kopiujesz jedną z technik, będą pasować. I tak dalej, i tym podobne.
      • 2:
         
        CommentAuthorTheFender
      • CommentTime13 Dec 2024 23:52 zmieniony
       
      --------- ----- -- - -
      (tak, było tu co innego ale stwierdziłem że nie ma sensu dyskutować)
      • 3:
         
        CommentAuthornogorg
      • CommentTime14 Dec 2024 12:02
       
      @Kaz: Ciekawe jaka logika stała za usunięciem oznaczeń autora na reprodukcji. Może kopista dotarczył to w takiej formie, a redakcji to pasowało, bo w razie czego mogli się tłumaczyć, że nie mieli świadomości, że to kopia. Ostatecznie odpowiedzialność dałoby się zrzucić na jedną osobę.
      • 4:
         
        CommentAuthorjhusak
      • CommentTime14 Dec 2024 12:09 zmieniony
       
      To trochę tak jak teraz na gfx compo. Oceniasz pracę, zajebista, a po 2 tygodniach okazuje się, że plagiat. Ale chyba to w miarę rzadkie zjawisko. Wtedy ludzie skrupułów nie mieli (mieli mniejsze). Bo kto sprawdzi... A kwota na konto wpada.
      • 5:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime14 Dec 2024 12:44
       
      TheFender - nie wiem co tam chciałeś napisać, ale chciałem Ci podziękować, gdyż Twoje wątpliwości zainspirowały mnie do głębszych poszukiwań - osoby odpowiedzialnej za tę mapkę w "Komputerze". Nie wiem, czy się uda ją odnaleźć i kiedy, ale może wtedy sama opowie o procesie kopiowania. Dzięki!

      Nogorg - ciekawe pytanie i też je sobie zadałem. Po pierwsze, fakty są takie, że to był pierwszy numer "Komputera", nie mógł to być nikt z czytelników pisma, nikt całkiem z zewnątrz. Musiała to być osoba z redakcji albo zatwierdzona przez redakcję. Była tam wtedy tylko jedna osoba odpowiedzialna za szatę graficzną - pani Beata Maruszewska. Czy to ona albo ktoś we współpracy z nią, za jej zgodą? Nie wiem, będę - jak już napisałem wyżej - szukał odpowiedzi.

      Osobiście podejrzewam praktyki mniej niecne niż podejrzewasz Ty - tak się wtedy po prostu robiło; nikt nie widział w tym kradzieży tylko uzasadnioną adaptację. Kopiowanie nie było jakoś szczególnie piętnowane, u nas hopla na punkcie praw autorskich zaczęto mieć od końca lat 80, wraz z wytycznymi międzynarodowej komisji do spraw własności intelektualnej (de facto pod wpływem Amerykanów, którzy chcieli objąć swoimi prawami resztę świata), która wprowadziła rewolucyjną zmianę - kopiowanie softu jako naruszenie normy etycznej, a nie tylko prawnej. To temat rzeka, dyskutowaliśmy o tym w innych wątkach, więc odpuszczę tutaj.
      • 6:
         
        CommentAuthornogorg
      • CommentTime14 Dec 2024 13:31 zmieniony
       
      Nie wiem jaka była wtedy praktyka ale przypuszczam, że nawet w Trybunie Ludu wiedzieli, że zasadniczo zawsze lepiej jest mieć kwit na publikowane ilustracje lub zdjęcia. Nie mówimy tutaj o oprogramowaniu. A jeśli etycznie nie widziano przeciwskazań to nie było powodu by usuwać oznaczenia oryginalnego autora. Skoro usunięto to znaczy, że ktoś, na którymś etapie, miał świadomość, że sprawa jest szemrana. W PRLu też istniało prawo autorskie ->link<- .
      • 7:
         
        CommentAuthorTheFender
      • CommentTime14 Dec 2024 13:53
       
      @Kaz: proszę bardzo, choć dziękować nie mnie ale po prostu zjawisku niezrozumienia. Bo generalnie cały czas piłem do tematu jakim zacząłeś wątek czyli o reprodukcji ("kopiowanie drukowanych materiałów") - bez zgody, natomiast finalnie zakończyło się to rozważaniami z Twojej strony czy kopia po której ktoś nabazgrał to nadal jest kopia (i że ja nie rozumiem w ogóle)
      No a reprodukcja to już nie jest przecież, a o to mi chodziło.
      Co nie zmienia oczywiście faktu, że z perspektywy dzisiejszych czasów to jest siara choć wtedy był to zapewne jedyny sposób na przemycenie czegoś ze zgniłego zachodu bez załatwiania tematów oficjalnymi (żmudnymi zapewne) kanałami.
      Z ciekawością poczytam jeśli uda Ci się porozmawiać w jakiś sposób z tą osobą :)
      • 8:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime20 Aug 2026 19:34 zmieniony
       
      O, przy okazji czytania Przeglądu Techniki z 1986 roku, i tam znalazłem zajumaną grafikę z kampanii reklamowej Maxella. Oczywiście, bez żadnej informacji o źródle, tak wykadrowane, by pominąć logo firmy.
      • 9: CommentAuthorgregor2
      • CommentTime21 Aug 2026 18:39 zmieniony
       
      W tamtych czasach takie kopiowanie nie bylo postrzegane jako kradziez, wogole wlasnosc intelektualna byla traktowana nieco inaczej , nie tak jak teraz kiedy wielkie korporacje zrobily sobie ze zlodziejstwa monopol, a dzieki AI kradna niemal seryjnie i na ogromna skale, do tego pozniej, modyfikuja je tak aby trudno bylo znalesc autora i sprzedaja za ogromne pieniadze.
      Na zachodzie bylo podobnie juz w 1976 mlody Bill Gates skarzyl sie ze wszyscy w klubie kopiuja jego BASIC , a nikt nie placi.
      Jak nieco podrósł to sam zaczal sie bogacic na wlasnoci innych i to na dogromna skale. ;)
      Tak wielka ze starczalo i na procesy i na bande prawnikow i jescze zostawalo na to aby byl najbogatrzym czlowiekiem na swiecie ;)
      Piractwo komputerowe bylo zawsze chocby i wszedzie i jest tak stare jak komputery ;)
      • 10:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime23 Aug 2026 10:29
       
      Gregor2 - pomyliłeś wątki. Tu nie mowa o kopiowaniu programów i piractwie, tylko o kopiowaniu materiałów drukowanych. I to nie przez przypadkowe podmioty, tylko redakcje czasopism, które same mocno publicystycznie działały na rzecz ochrony własności intelektualnej i podnosiły kopiowanie do rangi przestępstwa.
      • 11: CommentAuthorgregor2
      • CommentTime23 Aug 2026 16:15 zmieniony
       
      Kaz- chcialem jedynie ukazac pewne roznice w postrzeganiu praw autorskich dzis i wczoraj.
      Zreszt pojecie wlasnosci intelektualnej w polskim prawie znalazlo sie chyba w roku 1994, w kazdym razie na wiele lat po tym jak przedrukowano ten rysunek.
      Nawet dzis prasowe prawo do reprintu zezwala na wiele, i tak naprawde jesli jakies wydawnictwo chce chronic swoje artykuly, ilustracje itd. to powinno to bardzo wyraznie zaznaczyc.
      Wiekszosc z tego nie kozysta, w koncu ludzie tez maja prawo do informacji.


      A dzisiesze wydawnictwa problem maja z wielkimi korporacjami pasozytow internetowych, ktorzy wszelkie prawa maja w glebokim powazaniu, zbijaja miliardy na sprzedazy i przedrukach ukradzionych materialow , czerpia z tego ogromne kozysci i w dodatku praktycznie nie placa podatkow.
      Ciekawe czy z tych miliardow dadza cos na bezrobotnych redaktorow tradycyjnych wydawnictw ktorzy przez nich straca prace, jak juz ich zamstapia przez AI ? Raczej watpie.
      To jest prawdziwy problem, a nie przedruk jakiegos obrazka ktorego autor pewnie sprzedal juz dawno wszelkie prawa do niego firmie ktora uzywala go do reklamowania i wciskania swoich produktow.

      Reprint Rights
      "W branży wydawniczej – umowne, a tym samym prawnie chronione prawo do przedruku lub powielania tekstów, ilustracji, fotografii itp., które zostały już wcześniej opublikowane w innym miejscu."

      ->link<-
      • 12: CommentAuthormono
      • CommentTime23 Aug 2026 19:15
       

      gregor2:

      pojecie wlasnosci intelektualnej w polskim prawie znalazlo sie chyba w roku 1994
      29 marca 1926
      • 13: CommentAuthorgregor2
      • CommentTime23 Aug 2026 20:43 zmieniony
       
      Mono - . skoro sie powolujesz na ustawe z marca 1926 to co my w niej mammy ?
      W ustawie z marca 1926 w Art. 5 dokladnie wyjasniono co , a szczegolnie kiedy podlega ochronie:
      "Art. 5.
       Utwory, określone w art. 1 — 3 korzystają z ochrony od chwili prawowitego ich ukazania się (wydania, wygłoszenia, wystawienia i t. p.) w następujących wypadkach:
       1) jeżeli ich twórcami są obywatele Państwa Polskiego lub w Polsce zamieszkali cudzoziemcy;
       2) jeżeli ukazały się naprzód w Polsce lub równocześnie w Polsce i zagranicą;
       3) jeżeli wydane zostały naprzód w języku polskim;
       4) jeżeli ochrona wynika z układów międzypaństwowych lub uzasadnia ją wzajemność.
       Względem utworów, które jeszcze się nie ukazały, ochrona służy wszystkim twórcom, obywatelom Państwa Polskiego i cudzoziemcom. "

      ->link<-

      W kazdym razie umowy miedzypanstwowe miedzy Polska a innymi panstwami bardzo sie zmienily po roku 1939, a juz na pewno w 1944. Zreszta nawet panstwo polskie zmienilo nazwe i nie tylko.

      Ktory punkt tej ustawy zlamali wdawcy Przegladu Technicznego ?

      A nawet w tej ustawie jest ciekawy ART.13
      "Art. 13.

       W dziedzinie piśmiennictwa wolno każdemu, pod warunkami art. 17:
       1) przedrukowywać w prasie aktualne dyskusyjne artykuły prasowe na tematy ekonomiczne, polityczne lub religijne, jeżeli zostały one ogłoszone bez zastrzeżenia;
       2) przedrukowywać w czasopismach lub w dziełach, przeznaczonych na publikacje tego rodzaju, mowy, wygłoszone na zebraniach lub rozprawach o charakterze publicznym, co jednak nie uprawnia do zbiorowego wydania mów jednej osoby;"

      Art.13 mozna w sumie interpretowac tak jak pisalem we wczsniejszym poscie. Jesli drukujesz cos w prasie i chcesz zachowac prawa autorskie do tego to musi to byc wyraznie zaznaczone.
      • 14: CommentAuthoryahoo
      • CommentTime23 Aug 2026 21:28 zmieniony
       
      Tak nt. wykorzystania zdjęć, np. z kampanii reklamowych, ale nie tylko. Jeżeli na zdjeciu opublikowanym w magazynie (lub w ramach całej reklamy) nie było wyraźnego zapisu dot. praw, konkretnie, "© 1985 Maxwell Corporation of America" (plus chyba autor z agencji, ktora została zatrudniona do zrobienia tego zdjecia), to do marca 1989 praktycznie każdy mógł przedrukować to zdjęcie (czy inną grafikę, itd.) bez pytania. Po marcu 1989, ta notka była już opcją. Nie zwalniało to od koniecznośći zastrzeżęnia pracy w celu zachowania praw, ale jedynie od jasnego informowania o tym na pracy, bardziej dla korzyści właściciela praw. Przedrukowujący nie miał obowiązku zwracać się o pozwolenie. W przeciwnym razie, przedrukowujący mógł po prostu stwierdzić, że nie wiedział, że praca była zastrzeżona. W razie potrzeby, w ramach ewentualnej obrony. Takie były czasy i przepisy wtedy w USA. Oczywiśćie "miło" byłoby napisać skąd sie wzięło zdjecie czy grafikę, ale w myśl przepisów, nie musieli.

      Inaczej byłoby, gdyby na zdjęciu była konkretnie sformułowana notka, a przedrukowyjący umyślnie ją wykadrował. Ale w tych przypadkach, to było to. Oryginalne reklamy nie mają tej notki.

      Po marcu 1989, to juz inna sprawa.

      ->link<-
      • 15: CommentAuthorgregor2
      • CommentTime23 Aug 2026 22:04 zmieniony
       
      Zdaje sie ze jest troche inaczej:
      Utwory drukowane przed 1 marca 1989 nadal mozne przedrukowywac jesli nie byly opatrzone w tym okresie znakiem "copyright".
      Do pierwszego marca w USA obowiazywala ustawa z 1909 r. ktora wrecz o tym mowila.
      A to prawo dotyczy pozniejszych wydawnictw.
      Zreszta jest to prawo USA, i rzad USA moze sobie ustanawiac takie prawa jkie chce , ale tylko na swoim terytorium. Dotyczy to takze innych panstw.
      Jesli mialoby ono obowiazywac gdzie indziej to najpierw dane panstwo musialoby dobrowolnie takie prawo przyjac.
      • 16: CommentAuthoryahoo
      • CommentTime23 Aug 2026 22:09 zmieniony
       

      gregor2:

      Zdaje sie ze jest troche inaczej:
      Utwory drukowane przed 1 marca 1989 nadal mozne przedrukowywac jesli nie byly opatrzone w tym okresie znakiem "copyright".

      Tak też wspomniałem, tu się zgadzamy:

      yahoo:

      Jeżeli na zdjeciu opublikowanym w magazynie (lub w ramach całej reklamy) nie było wyraźnego zapisu dot. praw, konkretnie, "© 1985 Maxwell Corporation of America" (plus chyba autor z agencji, ktora została zatrudniona do zrobienia tego zdjecia), to do marca 1989 praktycznie każdy mógł przedrukować to zdjęcie

      Ah, widzę, tak... Może powinienem był dodać, że "do marca 1989" znaczy, jeżeli zdjecie było oryginalnie opublikowane do marca 1989... To konkretne zdjęcie i inne bez wyraźnego "©, rok i właściciel" można było wykorzystać w Polsce nawet w 1995.

      gregor2:

      Zreszta jest to prawo USA, i rzad USA moze sobie ustanawiac takie prawa jkie chce , ale tylko na swoim terytorium. Dotyczy to takze innych panstw.
      Jeżeli mialoby ono obowiazywac gdzie indziej to najpierw dane panstwo musialoby dobrowolnie takie prawo przyjac.
      Racja. Chyba była tam jakas ustawa w 1934 o zgodzie na postanowienia konwencji bernenskiej, ale to tez o niczym nie swiadczylo. Jezeli Maxwell wyraznie nie zastrzeżył tej grafiki w USA (zakładam, że amerykanskie Creative Computing było pierwsza publikacją tego zdjęcia i to bez wyrażnego copyright notice), to nikt nie wiedział, że być może mieli prawo autorskie do do tego zdjęcia, nawet w USA. Zatem podwójnie nie miało to znaczenia, w praktyce, dla Informika, Bajtka i innych tam... Dotyczy to prac opublikowanych po raz pierwszy do marca 1989, oczywiście. Potem to już troche bardziej skomplikowane, ale też nie takie hop siup... Fair use, i wykorzystywanie w publikacjach "edukacyjnych" i "naukowych", itp., itd. Zawsze możnabyłoby coś w myśl obowiązujących przepisów znależć, w razie potrzeby obrony.

      Innymi słowy, bez konkretnego zastrzeżenia w publikacji (w odpowiedniej też, obowiązkowej formie), a tego nie widać w przypadku reklam Maxwell, polskie pisma w tamtych czasach mogły robić co chciały z tymi zdjeciami i grafikami.
      • 17: CommentAuthoryahoo
      • CommentTime24 Aug 2026 00:54 zmieniony
       
      Chwilę się jeszcze nad tym przykładem zastanowiłem i może to nie jest takie do końca "bezkarne". Pewnie w myśl nawet prawa wtedy (np. w USA, skąd inne magazyny tutaj często kopiowały) używanie jakichkolwiek części źródłowego magazynu wymagało pozwolenia, albo magazynu jeśli ich treści, albo firmy reklamującej się, jeśli chodzi o reklamy. Zatem nawet jeśli sama reklama nie miała konkretnego "©, rok i właściciel" to można byłoby założyć, że trzeba byłoby zapytać. Creative Computing i inne magazyny miały taką notkę w rubryce na jednej z pierwszych stron.

      Do tego, wykorzystanie na okładce informika, dwa razy, raczej było naruszeniem praw autorskich w myśl prawa USA. Okładka ma wartość komercyjną więc "fair use" pewnie nie było w tym przypadku. Ale w Polsce pewnie nie brano poważnie praw autorskich w tym zakresie, jeśli nie naruszały praw polskich wydawców i autorów.

      Ale, tutaj pewnie faktyczne realia tamtych czasów mają znaczenie. Takie amerykańskie czy inne firmy wtedy nie sprzedawały bezpośrednio na polski rynek, raczej nie monitorowały go, nie miały narzędzi w Polsce aby wymuszać przestrzeganie swoich praw. Pewnie wiele innych magazynów robiło to samo, skoro nie było to w praktyce karalne, a te firmy nie zawracały sobie głowy, skoro nie mieli jak z tym walczyć. Albo po prostu w ogóle o tym nie wiedzieli. Do tego, np. w przypadku reklamy Maxwell, pewnie nawet nie mieliby nic przeciwko widząc, że logo zostało zachowane. Kto wie.

      Czy to było moralnie OK? Raczej nie, taki Informik mógłby napisać skąd jest zdjęcie. Ale pewnie nie myśleli, że coś im za to realnie grozi. Pewnie może też nie wiedzieli; wątpię że wydawnictwo miało eksperta prawnika od praw autorskich, do tego dot. obcych krajow. Zatem to zrobili, i inni też. Nie ma co pochwalać, ale rozumiem jak było. Chociaż, od 1989 ropku już podali BYTE jako jedno ze źródeł zdjeć, zamiast tylko "z archiwum". To już jakby coś. Sam "Młody Technik" chyba wiele lat wcześniej już podawał źrodła. Ciekawe...

      Co do tych zmian w Polsce w 1994, po otwarciu rynków po 1990, firmy softwarowe zaczęły się bezpośrednio interesować, te z zagranicy i również polskie, kiedy zobaczyły dla siebie szansę na nowym rynku. Poza tym, były naciski USA, UE i nowych domorosłych firm softwarowych aby chronić oprogramowanie jak książki. Polskie czasopisma dołączyły, według nich z dobrych pobudek, a może też dodatkowo pod presją reklamodawców, myśleli że muszą się opowiadać i propagować prawa autorskie. Nie trudno zmienić zdanie pod presja.
      • 18: CommentAuthorgregor2
      • CommentTime24 Aug 2026 09:26 zmieniony
       
      Bylo OK i to jak najbardziej. To teraz jest nienormalnie.
      Od zarania dziejow media mial sluzyc obywatelom, a nie do ich oglupiania. Poczakowo wszyscy o tym wiedzieli, z czasem glupcow bylo coraz wiecej i dlatego w XIX wieku wolnosc prasie zaczeto gwarantowac na pismie.
      Prawo prasowe w Europie bylo dla ludzi, w USA wszystko coraz czesciej jest podpozadkowywane zarabianiu pieniedzy nielicznym.
      Glownym celem prasy jest niezalezne informowanie spoleczenstwa (niestety dzis to juz w wiekszosci puste frazesy), dlatego np. reporterzy prasowi mieli niejako immunitet.
      Kiedys myslano tak jesli cos wydrukowano w prasie to z automatu stawalo sie to wlasnoscia publiczna, a jesli tego nie akceptujesz to po prostu tego nie drukuj i reklamuj sie gdzie indziej.
      Efekty niszczenia i manipulowania przy wolnosci prasy (tu jest tez watek finansowy, bo skoro nikt juz nie kupuje prasy tylko "wiedze" czerpie z "darmowych" TikTokow) to prawdziwe zrodla informacji zostaja zastapione przez pismakow na pasku koncernow i politykow, a coraz czesciej AI.
      No i teraz jest jeszcze inny efekt, 100 lat temu jak reporter np.w wywiadzie z gosciem dowiedzial sie ze ten jest idiota, to w gazecie napisal ze X jest idiota i wszyscy to wiedzieli, oczywiscie X jesli poczul sie obrazony mial prawo podjac polemike na lamach prasy i udowodnic ze jest inaczej.
      Dzis jak reporter dowie sie ze X to kretyn, to juz nie moze tego napisac aby ostrzec ludzi bo jest blokowany np. potrzeba autoryzacji od tego kretyna, w takiej sytuacji sztab specjalistow wkracza do akcji korygowania artykulu i na koncu kretyn zostaje przedstawiony jako geniusz i jedyny zbawca ojczyzny.
      A ludzie o tym jaki jest naprawde dowiaduja sie dopiero jak ten "geniusz" zostaje przywodca. ;)

      Ludzie teraz sa tak z kolowaceni ze za kilka cyferek na wirtualnym kacie sa gotow oddac wszystko, nawet swoja wolnosc i godzic sie na kazda niegodziwosc.

      Z argumentem ze okladka "INFORMIKA" miala gownie cel sprzedazowy raczej trudno mi sie zgodzic , w koncu ile osob kupowalo pisma techniczne (a wiec ukierunkowane na konkretnego urzytkownika) dla kolorowej okladki ?
      Znacznie lepiej sprzdawaly sie rozneglizowane panienki na okladkach ;)
      • 19:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime26 Aug 2026 09:10 zmieniony
       
      Gregor2 - Masa błędów rzeczowych w Twoich wypowiedziach. Pomyliłeś prawa autorskie do materiałów drukowanych, o których jest ten wątek, z prawami autorskimi do programów komputerowych, o których ten wątek nie jest. I teraz jeszcze pojęcie "praw autorskich" mylisz z pojęciem "własności intelektualnej":

      Gregor2:

      Zreszt pojecie wlasnosci intelektualnej w polskim prawie znalazlo sie chyba w roku 1994, w kazdym razie na wiele lat po tym jak przedrukowano ten rysunek.


      Nieprawda. I nie "własność intelektualna" tylko "prawo autorskie". To nie to samo. A polskie prawo autorskie nie powstało w 1994 roku. Mono wskazał rok pierwszej polskiej ustawy o prawie autorskim - powstała równo 100 lat temu. Ale i wcześniej obowiązywały prawa autorskie, tylko krajów zaborczych. Z kolei w PRL, gdy Bajtek, Informik i inne pisma naruszały prawo, obowiązywała ustawa z 1952 roku.

      Gregor2:

      Nawet dzis prasowe prawo do reprintu zezwala na wiele


      Nieprawda. Prawo prasowe w ogóle nie reguluje spraw reprintu. O reprincie mówi prawo autorskie. I wręcz odwrotnie niż napisałeś - wcale nie pozwala na wiele, tylko ściśle na to, co w ustawie.
      A jak linkujesz „źródło", to warto je przeczytać. Przecież to tylko jedno zdanie definicji, czym jest reprint, i wyraźnie napisano tam, że do legalności reprintu potrzebna jest umowa.

      Gregor2:

      i tak naprawde jesli jakies wydawnictwo chce chronic swoje artykuly, ilustracje itd. to powinno to bardzo wyraznie zaznaczyc.


      Nieprawda. Nie wprowadzaj ludzi w błąd, bo ktoś te głupstwa weźmie na poważnie i narobi sobie kłopotów. Jest odwrotnie: ochrona jest z automatu i nie wymaga żadnego zaznaczania.

      Gregor2:

      Wiekszosc z tego nie kozysta, w koncu ludzie tez maja prawo do informacji.


      "Prawo do informacji" to pojęcie z Konstytucji i ustawy o dostępie do informacji publicznej. Dotyczy relacji obywatela i organów władzy, dostępu do informacji o ich działaniach. I nie ma tutaj nic do rzeczy.

      Gregor2:

      A dzisiesze wydawnictwa problem maja z (...)


      Problemy dzisiejszych wydawnictw nic nie mają do wątku o prasie komputerowej PRL.

      Gregor2:

      To jest prawdziwy problem, a nie przedruk jakiegos obrazka ktorego autor pewnie sprzedal juz dawno wszelkie prawa do niego firmie ktora uzywala go do reklamowania i wciskania swoich produktow.


      Twoja opinia, co jest prawdziwym problemem, a co nie jest, kompletnie do mnie nie trafia. Co to w ogóle za maniera pisać w wątku na jakiś temat, że nie jest on istotny, bo co innego jest istotne?

      Gregor2:

      przedruk jakiegos obrazka ktorego autor pewnie sprzedal juz dawno wszelkie prawa do niego firmie ktora uzywala go do reklamowania i wciskania swoich produktow.


      Ignorancja level hard. "Autor obrazka" to spora grupa ludzi, która między innymi stworzyła naturalnej wielkości roboty. Projektanci ich wyglądu, scenarzyści reklam, fotografowie, rzemieślnicy i technicy wykonujący aranżacje. Wszystkich należało opłacić, bo nie robili tego za darmo. A w ramach robienia "jakiegoś obrazka" przez kilka lat powstała cała seria artystycznych reklam z robotami. I to pamiętnych, wyróżniających się w tamtych czasach. Trafiły nawet na wystawę do The Computer Museum in Boston w 1991 roku.

      I nie chodzi o "przedruk jakiegoś obrazka", tylko o ordynarne kopiowanie cudzych materiałów, bo z wycięciem fragmentów i celowym pominięciem lub ukryciem jakiejkolwiek informacji o autorstwie/pochodzeniu tych materiałów. Przez prasę komputerową, która oficjalnie dużo pyskowała o ochronie praw autorskich.

      Materiały reklamowe Maxell ukazywały się w amerykańskich pismach, nie tylko w CC, ale Byte. Wszystkie te pisma mają w stopkach informacje o copyright całego kontentu. W przypadku Byte prawa należą do renomowanego wydawnictwa edukacyjno-technicznego McGraw-Hill, a w przypadku CC do Ahl Computing, Inc.
      • 20: CommentAuthorgregor2
      • CommentTime26 Aug 2026 11:22 zmieniony
       
      Kaz ale zes sie rozpisal, widze ze przeanalizowales kazda literke ktora napisale, w sumie to milo. ;)

      Nie bede sie rozpisywal, ale podstawowa zasada jest taka ze prawo nie dziala w stecz.
      Co do Ustawy z 1926 to w latach 80 ona nie obowiazywala i powolywanie sie na nia w stosunku do czynow z lat 80 jest co najmniej dziwne , chocby dlatego ze w 1952 zostala zastapiona nowa ustawa "O prawach autorskich".
      Tresc oryginalna jej jest tutaj:
      ->link<-
      i tutaj ze zmianami w roku 1989
      ->link<-

      Co do wprowadzania w blad to raczej ty to robisz odnoszac prawo obowiazujace dzisiaj do obowiazujacego wowczas kiedy drukowano te czasopisma w PRL.
      A ten temat zdaje sie dotyczy historii , a nie odnosznia sie do praw dzisiejszych.
      To ze ktos dzis wprowadzi przepis zakazujacy noszenia czerwonych skarpet nie znaczy ze z automatu moze wsadzic do wiezienia kazdego kto je nosil przed wprowadzeniem ustawy. ;)

      I co my mamy w ustawie z 1952 r ?
      "Art. 2.
      § 1.
      Utwór, wykonany sposobem fotograficznym lub do fotografii podobnym, jest przedmiotem prawa autorskiego, jeżeli na utworze uwidoczniono wyraźnie zastrzeżenie prawa autorskiego.
      § 2.
      Na filmach oraz odbitkach i reprodukcjach, otrzymanych sposobem fotograficznym lub do fotografii podobnym, należy uwidocznić rok wykonania utworu, na nutach zaś dla mechanizmu, walcach i innych przyrządach odtwarzających mechanicznie utwór dźwiękowy - rok przeniesienia.
      § 3.
      W braku uwidocznienia daty prawo autorskie do utworów, o których mowa w §§ 1 i 2, ma skutek przeciwko osobom trzecim tylko wówczas, gdy wiedziały, że czas trwania prawa autorskiego jeszcze nie upłynął."
      i jescze jeden punkt:
      Art. 6.
      Prawo autorskie doznaje ochrony, jeżeli:
      1) twórca jest obywatelem polskim, albo
      2) utwór ukazał się po raz pierwszy w Polsce lub równocześnie w Polsce i za granicą, albo
      3) utwór opublikowany został po raz pierwszy w języku polskim, albo
      4) ochrona wynika z układów międzynarodowych lub polega na wzajemności.

      Jak widac prawo w decydujacej wiekszosci odnosilo sie do obywateli polskich, oczywiscie mozna sie spirac o te zagraniczne, ale co do prawa w USA odnioslem sie wczesniej, to przyznam sie ze prawa ZSSR nie znam wiec nie bede sie wypowiadac.
      Jesli znasz je lepiej to prosze oswiec nas.

      Wlasciwa rewolucja w prawie autorskim w Polsce milal miejsce w 1994, ale nawet wowczas stosowano cos w rodzaju amnesti wiec nijak odnosi sie do sytuacjiw w latach 80-tych.
      • 21:
         
        CommentAuthorDracon
      • CommentTime26 Aug 2026 13:26
       

      Kaz:

      I nie chodzi o "przedruk jakiegoś obrazka", tylko o ordynarne kopiowanie cudzych materiałów, bo z wycięciem fragmentów i celowym pominięciem lub ukryciem jakiejkolwiek informacji o autorstwie/pochodzeniu tych materiałów. Przez prasę komputerową, która oficjalnie dużo pyskowała o ochronie praw autorskich.

      Ale "pyskowała" przed 1994 czy po 1994 ? ;o
      • 22: CommentAuthorbartgo
      • CommentTime26 Aug 2026 15:34 zmieniony
       
      Aaa... nie znam się, to się wypowiem.

      Polska przystąpiła do Powszechnej Konwencji o Prawie Autorskim w roku 1976, i tam czytamy np.:

      "W każdym Umawiającym się Państwie powinny być zapewnione środki prawne w celu ochrony bez żadnych formalności nie publikowanych dzieł obywateli innych Umawiających się Państw."

      oraz

      "Każde Umawiające się Państwo, które zgodnie ze swym ustawodawstwem wewnętrznym wymaga spełnienia, jako warunku ochrony praw autorskich, takich formalności, jak zdeponowanie, zarejestrowanie, zastrzeżenie, poświadczenie notarialne, uiszczenie opłat, wytworzenie lub opublikowanie na terytorium własnego kraju, powinno uważać te wymagania za spełnione w stosunku do każdego dzieła chronionego w myśl niniejszej konwencji, które zostało opublikowane po raz pierwszy poza terytorium tego Państwa i którego autorem nie jest jego obywatel, oraz jeżeli od pierwszej publikacji tego dzieła wszystkie egzemplarze dzieła opublikowanego z upoważnienia autora lub innego podmiotu prawa autorskiego zostały opatrzone symbolem © oraz nazwą podmiotu prawa autorskiego i wskazaniem roku pierwszej publikacji; symbol, nazwa i rok powinny być zamieszczone w sposób i w miejscu wskazujących wyraźnie zatrzeżenie praw autorskich."

      Usunięcie oznaczeń o prawach autorskich to naruszenie osobistych praw autorskich albo i plagiat, nie? Jak już wcześniej wspomniano, w tej konkretnej reklamie Maxella (z robotami przy stole) nie występuje znaczek © więc - ha, ha - może wszystko było na legalu? Sprawdziłem w Byte, w reklamie jest nazwa firmy i adres ale bez ©...
      • 23:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime26 Aug 2026 16:35 zmieniony
       

      Gregor2:

      Co do wprowadzania w blad to raczej ty to robisz odnoszac prawo obowiazujace dzisiaj do obowiazujacego wowczas kiedy drukowano te czasopisma w PRL.


      Tak, zapewne dlatego napisałem:

      Kaz:

      Z kolei w PRL, gdy Bajtek, Informik i inne pisma naruszały prawo, obowiązywała ustawa z 1952 roku.


      Gregor2 - czyli nie tylko piszesz nieprawdy, ale nawet nie czytasz tego, co się do Ciebie pisze. Następca Iraty czy po prostu Irata pod kolejną ksywą? :)

      Gregor2:

      I co my mamy w ustawie z 1952 r? (...)


      Te Twoje pseudoanalizy prawne są dla mnie irytujące. Rekomenduję jednak poczytać książki, które polecałem w poście 37. To baza podstawowej wiedzy, dzięki której coś się dowiesz o prawie autorskim w latach 80., zamiast wprowadzać ludzi w błąd jakimiś autorytywnymi wypowiedziami, gdy nie masz najmniejszego pojęcia o temacie i dopiero go poznajesz. W polskiej ustawie z 1952 roku masz:

      4) ochrona wynika z układów międzynarodowych lub polega na wzajemności.


      A jednym z tych układów międzynarodowych jest Universal Copyright Convention, do którego Polska przystąpiła w 1977 roku i która obowiązuje do dziś. USA już w tym układzie były od 1955 roku. Więc całe te Twoje wcześniejsze wywody są bezpodstawne, delikatnie mówiąc.

      Wbij sobie do głowy:
      1. Prawo autorskie w PRL obowiązywało.
      2. W ramach prawa autorskiego PRL i umów międzynarodowych PRL wykorzystanie w Polsce materiałów prasowych z USA od 1977 roku wymagało zgody ich autorów/właścicieli.
      3. Polskie państwowe wydawnictwa-molochy, typu RSW Prasa-Książka-Ruch, miały duże działy prawne i doskonale o tym wiedziały.
      4. Kupowaniem licencji na materiały drukowane monopolistycznie zajmowała się Sekcja Licencji Zagranicznych w ZAIKS.
      5. Kasy w ZAIKS nie wystarczało, więc kto by się tam zajmował licencjami dla Bajtka na jakieś ładne obrazki z USA. Pisma więc łamały prawo. Nie wszystkie i nie zawsze, bo jak podawałem przykłady, przy odrobinie chęci można było nie kraść.

      Dracon - zdecydowanie przed 1994. Nie czytałeś Bajtka, Komputera i innych pism?

      Bartgo - reklamy Maxwell były w prasie, a nie jako osobny materiał. A prasa w całości była objęta copyrightem.
      • 24:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime27 Aug 2026 23:22 zmieniony
       
      I kolejny przykład. Ciekawa artystyczna grafika języka programowania Turbo Prolog (użyta na pudełku, podręczniku i w reklamach prasowych) robi w Bajtku jako ilustracja artykułu o kompletnie innym języku - Basic :)
      • 25: CommentAuthortebe
      • CommentTime27 Aug 2026 23:45
       
      dołącz do setek tysięcy entuzjastów Turbo Pascala :)
      • 26: CommentAuthormono
      • CommentTime28 Aug 2026 00:29
       
      @tebe: A to ty już nie jesteś?
      • 27:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime28 Aug 2026 09:12 zmieniony
       
      I kolejna kradzież Bajtka. Na okładce numeru 5 z 1988 mamy taką oto grafikę. I to nie jest grafika jakiegoś anonimowego twórcy czy nieznanych z nazwiska członków zespołu agencji reklamowej, ale normalnie podpisany w oryginale obraz Roberta Tinneya, zamieszczony w Byte numer 11 z 1986 roku. Warto zobaczyć, jak pięknie zniknął podpis autora :)

      To wszystko jest bezczelne na tle tego, że w tym samym numerze plują się jak zwykle na "piractwo komputerowe", a jak zapomnieli podać autora fotoreportażu w poprzednim numerze to dało się zrobić sprostowanie. Robert Tinney na takie nie zasłużył :)

      Odpowiedzialni w tym numerze za opracowanie graficzne: Andrzej Pilaszek, Sławomir Polak, Wanda Roszkowska. Kierownik zespołu: Waldemar Siwiński.
      • 28:
         
        CommentAuthorDracon
      • CommentTime28 Aug 2026 10:09
       
      Moim zdaniem sam tytuł tego wątku: "Przykłady kradzieży w czasopismach" jest nieco przesadzony. Bardziej pasującym mógłby być: Przykłady nieautoryzowanego powielenia obraz[k]ów w innych miejscach, czy coś w tym stylu.
      Jak wiemy "kradzież" to przede wszystkim to, jak ktoś komuś coś bezprawnie zabierze i właściciel to dosłownie traci. Tu nie zachodzi takie zjawisko. :> No, chyba że chodzi o "clickbaitowy" tytuł.


      Wiem, wiem... redaktorzy czasopism wpajali nam całe lata, że "kradzieżą" jest ściąganie i używanie odbezpieczonych gier i programów użytkowych i to się pewnie wszystkim utrwaliło. A tak naprawdę było to użytkowanie oprogramowania bez należnej opłaty dla wydawców/firm czy sanych autorów (shareware). Nie tracono fizycznie wydanego na dyskietkach/płytach software'u, tylko to się nie sprzedawało w wystarczającej ilości, czyli zalegało w magazynie (nie ginęło).

      Tak więc co do samego tytuły dyskusji, to sugerowałbym nie iść w taką merytorykę dla zdrowego rozsądku. Minęło wielo lat i mamy możliwość spojrzenia na to wszystko z większej perspektywy.
      • 29:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime28 Aug 2026 10:15 zmieniony
       
      Zresztą grafika zarąbana z tego numeru Byte zasiliła też okładkę Bajtka prawie rok wcześniej, numer 10 z 1987. O autorze, którym ponownie jest Robert Tinney, tradycyjnie ani słowa, a jego autograf znika w wyniku kolejnego sprytnego kadrowania.

      Dodam, że Tinney nie był anonimowym twórcą, współpracował z Byte jako ilustrator przez wiele lat:
      ->link<-
      ->link<-
      • 30:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime28 Aug 2026 11:04 zmieniony
       
      Dracon - chyba przespałeś ostatnie 40 lat :) Już w 1988 roku na międzynarodowej konferencji ustalono, że jedną z metod ograniczania piractwa będzie wprowadzenie do polityki ogólnoświatowej normy moralnej - czyli przekonania społeczeństw, że kopiowanie to _moralne zło_. Stąd się wzięły w latach 90. i dwutysięcznych dziesiątki kampanii społecznych w różnych krajach "Piractwo to kradzież" (pierwotny tytuł "Piracy. It’s a crime"). Sam w polskich kinach widziałem różne takie reklamy. Pamiętna była choćby ta:



      Dracon:

      Jak wiemy "kradzież" to przede wszystkim to, jak ktoś komuś coś bezprawnie zabierze i właściciel to dosłownie traci.


      Już nikt od dawna tego tak nie definiuje. Zobacz artykuł pierwszej z brzegu kancelarii prawnej, tytuł "W jakich przypadkach dochodzi do kradzieży własności intelektualnej?":
      ->link<-
      Wszędzie mowa o kradzieży, bo od roku 1988 konsekwentnie wprowadza się to pojęcie w odniesieniu do własności intelektualnej. Przyzwyczajaj się :)

      To nie tylko prawnicy tak używają. Przykład tytułu w Rzeczpospolitej: "Ściąganie filmów to piractwo, a piractwo to kradzież": ->link<-
      To nie żaden clickait, tylko tak media, a za nimi zwykli ludzie, piszą i myślą o kopiowaniu. Ja się z tym generalnie nie zgadzam, ale co ja mogę? Nic. W ramach skromnego oporu przykładam ich terminologię do faktycznych działań prasy PRL. Tej samej, która tak marzyła o wprowadzeniu tychże zasad i też nas w tym tresowała.
      • 31:
         
        CommentAuthorDracon
      • CommentTime28 Aug 2026 12:07 zmieniony
       
      Noooo, jak rozumiem, jak to jest "pompowane" - tylko podałem "zdroworozsądkowe" podejście, a to że "korposzczury prawne" i inne, dyktują swoją wygodną definicję, to mi jednak wiadomo. :|

      Kaz:

      Ja się z tym generalnie nie zgadzam, ale co ja mogę? Nic.

      Nie do końca prawda. Możesz zmienić nazwę tego wątku, skoro podzielasz moje zdanie. :P
      • 32:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime28 Aug 2026 13:16 zmieniony
       

      Dracon:

      Noooo, jak rozumiem, jak to jest "pompowane" - tylko podałem "zdroworozsądkowe" podejście, a to że "korposzczury prawne" i inne, dyktują swoją wygodną definicję, to mi jednak wiadomo. :|


      To jest obowiązujące prawo w Polsce i praktycznie na całym globie, a także obowiązujący w nauce i sztuce paradygmat, a nie tylko definicja "korposzczurów prawnych". Pompowanie to było w latach 90/00, teraz już nie trzeba pompować, bo wszystkie pokolenia od tamtych czasów mają już wdrukowaną normę etyczną. Zdrowy rozsądek, jak to nazwałeś, niestety, nic nie da w starciu z obowiązującym paradygmatem. Bo dla współczesnych ludzi zdrowy rozsądek to właśnie to, a nie Twoje czy moje przekonania.

      Dracon:

      Nie do końca prawda. Możesz zmienić nazwę tego wątku, skoro podzielasz moje zdanie. :]


      Nie napisałem, że podzielam Twoje zdanie. Tylko, że nie zgadzam się z tym, co generalnie ludzie piszą i myślą o kopiowaniu. To nie musi być zbieżne z Twoim zdaniem o kopiowaniu, bo ja go nie znam. Wiem, że mi blisko np. do zdania Maćka Miąsika. Kiedyś nawet miał taki manifest na swoim blogu odnośnie IP, nie wiem czy dalej gdzieś dostępny.

      A odnośnie tytułu wątku - to na pewno nie podzielam Twojego zdania. Bajtek bez żadnej żenady brał cudze prace artystyczne, ukrywał autorstwo, a jednocześnie pouczał nas o "kradzieży". Myślę, że wykorzystanie ich własnej terminologii na ich własne działania jest adekwatne i sprawiedliwe.
      • 33: CommentAuthorKoval
      • CommentTime28 Aug 2026 13:50 zmieniony
       
      .
      • 34:
         
        CommentAuthorDracon
      • CommentTime28 Aug 2026 14:18
       

      Kaz:

      Wiem, że mi blisko np. do zdania Maćka Miąsika. Kiedyś nawet miał taki manifest na swoim blogu odnośnie IP, nie wiem czy dalej gdzieś dostępny.

      ->link<-
      • 35:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime28 Aug 2026 17:27
       
      Dracon - dzięki za link, ale to chyba nie jest to albo jescze nie całość.

      Koval:

      polska ustawa o prawach autorskich dotyczy TYLKO Polaków,(...)


      Nie, polska ustawa o prawach autorskich nie dotyczy tylko Polaków, ale obowiązuje na terenie Polski. Np. Amerykanin wydający książkę w Polsce podlega polskiej ustawie, a nie amerykańskiej.

      Koval:

      (...) a nagle umowa międzynarodowa rozszerza pojęcie praw autorskich na inne kraje? :))) Ciekawy kamyczek dla współcześnie twierdzących o nadrzędności polskiego prawa: naprawdę już pół wieku temu umowa międzynarodowa zmieniała/rozszerzała zakres polskiej ustawy?? :))) ojejku...


      Wywnioskowałeś całkowicie błędnie. Bo:

      1. Do umowy międzynarodowej można DOBROWOLNIE przystąpić, a także DOBROWOLNIE wystąpić. Nie oznacza to nadrzędności wobec polskiego czy innego prawa, tylko przyjęcia do niego pewnych przepisów. Zapisy umowy stają się polskim prawem, a nie są ponad nim. Często wymagają wprowadzenia ustawy lub rozporządzeń, które precyzują ogólne zapisy umowy międzynarodowej. Nie odbiera to suwerenności decyzji danego kraju.

      2. Nadrzędność oznacza, że w przypadku sprzeczności przepisów jakiś akt prawny jest ważniejszy niż inny. Np. ustawa jest ważniejsza niż rozporządzenie albo regulamin jakiegoś podmiotu. Umowa międzynarodowa może być w Polsce zrealizowana przez wszystkie typy takich aktów.

      3. Gdyby ktoś w umowie międzynarodowej zmienił choćby przecinek, nie mówiąc o istotnych przepisach, to te zmiany nie obowiązują nikogo, kto nie chce. Każda zmiana musi być ponownie DOBROWOLNIE przyjęta przez sygnatariuszy. I tak było np. z przytoczoną przeze mnie Universal Copyright Convention, którą USA podpisały w 1955 roku. Ale po zmianach podpisali drugi raz dopiero w 1974 roku. Do tego czasu obowiązywały ich przepisy umowy z 1955 roku, żadne inne.

      4. Spór o nadrzędność/podrzędność krajowego prawa nad innym, u nas unijnym, nie ma nic wspólnego ze zwykłymi umowami międzynarodowymi i nie jest żadnym "kamyczkiem". Typowe umowy międzynarodowe nie polegają na zrzeczeniu się kompetencji stanowienia prawa przez kraje podpisujące umowę, tylko na stosowaniu wspólnych zasad w ramach praw krajowych. Umowy UE początkowo takie miały być i były jeszcze w czasach EWG, ale obecnie są siły ciągnące do modelu federalistycznego czyli stworzenia państwa na wzór USA lub ZSRR: z nadrzędnością przepisów UE nad przepisami krajów członkowskich. I o to jest spór, bo wielu tak nie chce i nie takie były pierwotne umowy.

      Koval:

      Koval - Skoro zwykłe zdobycie artykułów pierwszej potrzeby wymagało tyle zachodu, to może zgodnie z ówczesnymi paragrafami należałoby nazywać ich posiadaczy "kombinatorami", "wrogami socjalistycznej ojczyzny", "złodziejami"?


      Co Ty w ogóle piszesz? Jak ktoś natrudził się z zakupem papieru toaletowego, to niczego nie ukradł. A jeśli ukradł taki papier, np. z zakładu pracy, to tak - był złodziejem. Co to ma do kopiowania grafiki z pisma "Byte" przez "Bajtka"?

      Koval:

      Może ktoś uważa, że każdy, kto chciał wyjrzeć z tego prlowskiego grajdoła i czytał redagowanego przez "złodziei" Bajtka, powinien być nazywany paserem? Absurd.


      Absurd, ale to Ty go wymyśliłeś. Tu mowa o kradzieżach prac drukowanych, dokonanych przez duże PRL-owskie wydawnictwa, które miały działy prawne, świadomość prawną i mimo to pozwalały sobie w wydawanych przez siebie pismach na kopiowanie cudzej pracy, z celowym ukrywaniem tożsamości autorów. I z możliwościami nie robienia tego, bo wystarczyło zatrudnić własnych artystów, grafików, fotografów. Czytelnicy nie mieli ani świadomości tego, ani możliwości dowiedzenia się o tych kradzieżach. Cała odpowiedzialność spoczywa na tych wydawnictwach i ich zespołach redakcyjnych.

      Koval:

      Nie podoba mi się także ten zrzut ekranu z nazwiskami redakcji pod info, że KRADLI. I co? Teraz, po 40 latach mamy mówić "złodzieeeje, złodzieeeje"? No jakieś to takie......


      A skąd Ty wiesz, że kradli i kto kradł? Napisałem kto ponosi ODPOWIEDZIALNOŚĆ za zawartość Bajtka. Wiem, że współcześnie słowa "odpowiedzialność" unika się jak ognia, jednak redaktorzy pism dostawali niemałe pieniądze i po prostu byli za zawartość odpowiedzialni. Nie bój nic, włos z głowy im nie spadł i nie spadnie, sprawy dawno przedawnione, jeśli tak bardzo martwisz się o ich komfort. Ja uważam jednak, że prawda o tamtych czasach jest ciekawsza niż nasze wyobrażenia.

      Tu jeszcze można dodać, że np. przytoczony p. Andrzej Pilaszek, jeden z odpowiedzialnych za opracowanie graficzne, też pouczał nas o "piractwie", tylko oczywiście komputerowym. W numerze 1 z 1988 roku, nota bene też z zajumaną okładką z zachodniej reklamy, pisał tak: ->link<-

      Słuszny apel o płacenie za programy autorom, a nie giełdziarzom! Jestem całym sercem za! Nie wiem tylko, dlaczego nie ma ani słowa o płaceniu autorom wykorzystanych grafik i zdjęć z pism zachodnich, a przynajmniej umieszczaniu ich nazwisk :) Chyba trudniej byłoby jakiemuś dzieciakowi z polskiego miasta ustalić np. numer konta autora gry "Montezuma's Revenge" niż szanownej redakcji złożyć wniosek do ZAIKS o wykupienie praw do grafiki z czasopisma "Byte", nie uważasz?

      Koval:

      Nie wiem, czy dobrze pamiętam wywiad z W. Ziętarą, który (o ile dobrze kojarzę) "pożyczał" listingi programów i podpisywał je swoim nazwiskiem? Czy podczas wywiadu też został tak bezwzględnie określony, czy raczej dominowało wtedy zdroworozsądkowe podejście?


      1. Zientara, nie Ziętara.
      2. Wywiad jest tutaj, sam możesz sprawdzić, bo to nie wątek o prawach autorskich do programów, tylko do materiałów prasowych:



      Koval:

      I po trzecie: skoro umowa międzynarodowa rozszerzała polską ustawę o prawach autorskich, to może wystarczyłaby (ta umowa), żeby każdego z nas przed 1994 rokiem uznać za pirata? Naprawdę tak tylko pytam, bez złośliwości. Nie obejmowała np. jakichś "innych wytworów"?


      Nie rozumiem pytania. W umowie UCC, do której Polska przystąpiła w 1976 roku (weszła w życie w 1977 roku), ogólnie mówiąc, poszerzyła się nie nasza ustawa, tylko liczba krajów, z których zobowiązaliśmy się nie kopiować dzieł bez zgody, i w których nie można było kopiować naszych dzieł bez zgody. No w praktyce wiadomo, chodziło tylko o ZSRR i USA, bo te kraje nie uczestniczyły w umowie berneńskiej. Przez to masa polskich dzieł trafiała w ZSRR i USA do domeny publicznej i uzyskanie kasy stamtąd za publikację było praktycznie niemożliwe. To się zmieniło w 1977 roku, ale w 1989 roku, jak USA przyjęły umowę berneńską, umowa UCC straciła sens, bo wygodniej korzystać z berneńskiej - zniknęła potrzeba coprightowania.

      Tak, od 1977 roku, ludzi kopiujących copyrightowane książki czy programy (albo inne dzieła) bez zgody posiadaczy praw autorskich masowo czyniło to "piratami", jak to nazwałeś. Praktyczna możliwość ścigania i karania ich była jednak w PRL zerowa lub bliska zeru. Pisałem o przyczynach we wstępie do reedycji książki "Atari Basic" (Retronics, 2018). W skrócie:

      * niedouczenie PRL-owskich sędziów w zakresie kapitalistycznych nowości jakim była "własność intelektualna", co narażało sprawy na odwlekanie i nieprzewidywalne wyrokowanie;
      * brak orzecznictwa, przez co wiele spraw byłoby przecieraniem szlaków;
      * niewydolność polskich sądów - sprawy trwające latami, co w szybkim biznesie komputerowym odbierało im sens ekonomiczny;
      * wysokie koszty prowadzenia spraw sądowych, przy wątpliwych rezultatach finansowych (drodzy prawnicy, niskie kary i odszkodowania);
      * nieprzeszkolenie organów ścigania w zakresie ochrony praw autorskich;
      * brak w Polsce przedstawicieli prawnych zagranicznych podmiotów;
      * ogólne przymykanie oka przez władzę na to, gdy kradło się "coś z Zachodu" czyli kultura prawno-społeczna ukierunkowana anty-kapitalistycznie i anty-Zachodnio.
      • 36:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime31 Aug 2026 15:18
       
      I jeszcze jeden przykład. W środku numeru. Gdzie nie rzucisz kamieniem, tam Bajtek ma kradzione...
      Artykuł w marcu 1988 roku kontra całostronicowa grafika w Byte z grudnia 1986.
      • 37: CommentAuthorastrofor
      • CommentTime1 Sep 2026 23:20
       
      topic powinien być : niekradzione grafiki w czasopismach komputerowych w latach 80 tych , było by prościej i krócej
      • 38:
         
        CommentAuthorjhusak
      • CommentTime2 Sep 2026 06:20
       
      Ale wtedy nie byłoby o czym pisać.
      • 39: CommentAuthortebe
      • CommentTime2 Sep 2026 09:48
       
      wtedy wszyscy kradli i było na to przyzwolenie, co w tym niezwykłego

      jedź Kaz do Chin będziesz miał przykładów kradzieży do końca świata
      • 40: CommentAuthormono
      • CommentTime2 Sep 2026 10:13
       
      "wszyscy kradli" :)
      • 41: CommentAuthortebe
      • CommentTime2 Sep 2026 10:20
       
      nawet Mono kradł :)
      • 42: CommentAuthormono
      • CommentTime2 Sep 2026 11:16
       
      No pewnie. I kradnie do dzisiaj.
      • 43:
         
        CommentAuthorKaz
      • CommentTime15 Sep 2026 10:27 (5 godzin temu)
       

      astrofor:

      topic powinien być : niekradzione grafiki w czasopismach komputerowych w latach 80 tych , było by prościej i krócej


      Nie byłoby. Kradzieże grafik/zdjęć nie były normą w dużych wydawnictwach prasowych, nawet w komunistycznych jak RSW Prasa-Książka-Ruch. Pisma miały własnych redaktorów graficznych, często korzystały z własnych fotografów, ilustratorów, etc. Na przykład w "Bajtku" korzystali na początku z rysunków pana Podulki, znanego grafika, mieli też fotografa Leopolda Dzikowskiego. W "Komputerze" znajdziesz mnóstwo prac Piotra Kakieta, znanego rysownika. Przykładowo przytaczane tu pisma "Przegląd Techniczny" czy "Mikroklan" (z jednym z redaktorów graficznych - Mateuszem Stryjeckim, znanym artystą, zrobiłem kiedyś wywiad na AtariOnline.pl: ->link<- ), czy pismo "Komputer", które graficznie prowadził Stefan Szczypka, nie pozwalały sobie na takie numery jak "Bajtek" czy "Informik", żeby na okładki wrzucać kradzione zdjęcia czy grafiki, i jeszcze ukrywać ich pochodzenie.

      tebe:

      wtedy wszyscy kradli i było na to przyzwolenie, co w tym niezwykłego


      Nie wiem, czy wszyscy kradli, ja i moja rodzina nie kradliśmy. Nie miałem też w pobliżu kradnącej patologii. Być może u Ciebie było inaczej i stąd takie doświadczenie oraz idące za nim powiedzonko.

      Po drugie, kto twierdzi, że to coś niezwykłego, że prasa PRL kradła własność intelektualną do niej nie należącą? Ja po prostu dokumentuję sobie takie konkretne przypadki takich kradzieży w pismach, które pouczały, że tak nie wolno, nie wypada, że to źle, itp.

      tebe:

      jedź Kaz do Chin będziesz miał przykładów kradzieży do końca świata


      Ale ja nie dokumentuję jakichkolwiek kradzieży, tylko konkretne: w pismach, które pouczały swoich czytelników, że że tak nie wolno, nie wypada, że to źle, itp. Wątpię, żeby Chińczycy mieli to udokumentowane, a jeśli mają, to żebym otrzymał dostęp :)